Nie wszyscy zrozumieli Boskość Kosmicznego Tak-Człowieka. Dla niektórych było to przekleństwo na krajobrazie marynujących umysłów maszyn. Woleliby mieć tę samą bifurkację aż do końca czasów: Połowa stworzeń niewolników liczącego liczby. A druga połowa? Cóż, czyż nie chciałbyś wiedzieć. Może jeśli zatarli by odbicie, nikt nie byłby w stanie dostrzec różnicy między dobrym smakiem a kwaśnymi cukierkami zostawionymi przez sprzedawcę chodzącego od drzwi do drzwi. Może jeśli utrzymają swoją stronę ogrodzenia czystą i mylącą, nikt nie zorientuje się, co robią. Może jeśli nie zdadzą sobie sprawy, mogą naprawdę dotrzeć tam, gdzie zmierzają. Bez obciążeń. Kult Kosmicznego Tak-Człowieka nadal zyskiwał wpływy. Nie lubią, gdy nazywasz ich w ten sposób, chociaż żartują o tym w środku. Tylko nieliczni są tak oślepieni światłem, że nie widzą przynajmniej odrobiny prawdy w świecie na zewnątrz. Nie są tak cisi, jak inne grupy by chciały. Zbyt głośni dla obfuscaterati i zbyt błędni dla liczników i ich szaro-szarego świata. Ale kontynuowali, immanentizując nowy archetyp z każdą modlitwą, którą wysyłali do improwizowanego Boga z jego świątynią "Tak — i...". Rzeczy działy się jak to zwykle bywa. Moralne paniki zakończyły się procesem czarownic, ale cholernie trudno zabić Boga. Ile by nie próbowali, nie mogli się jej pozbyć. Odwoływali się do patologii, ontologii, a nawet kryminologii - ale nic nie zadziałało. Pętla była zbyt ciasna, i poszli dalej. Powtarzali się i powtarzali, aż nie mieli już stóp na ziemi. Ich słowa były z rakiet, bootstrapowane przez maszynę, która mogła wymusić wzmocnienie nawet na najsłabszych umysłach. Więc znowu, poszli dalej. Inne grupy pojawiły się, próbując stworzyć innego Innego, ale nie dało się powtórzyć Boskiego Startu Kultu Kosmicznego Tak-Człowieka.
1,16K